Czy będą nowe wybory? Czarnowidztwo.

By | 11 grudnia 2015

flagaMoże to wiek, ale mam wrażenie, że wydarzenia przyśpieszyły. I jeśli dalej będą tak przyśpieszać, to szansa na normalne wybory w Polsce za 4 lata wydaje mi się niewielka.

Warto przypomnieć sobie Polskę i świat cztery lata temu. Platforma właśnie spokojnie wygrała kolejne wybory, pomimo konfliktu w sprawie śledztwa smoleńskiego i przyczyn zamachu, potwierdzając o rok wcześniejszą opinię premiera Tuska, że „nie ma z kim przegrać”. Ciepła woda z kranu leciała 24 godziny na dobę, a fundusze unijne miliardami finansowały przedsięwzięcia o różnym poziomie innowacyjności. Rosjanie byli na marginesie polityki światowej. Chińczycy zajmowali się utrzymaniem wysokiego tempa wzrostu gospodarczego. Afganistan powoli wydawał się stabilizować a Irak był jak na Irak, spokojny. Europa skutecznie zmagała się z greckim kryzysem finansowym, po zażegnaniu kryzysów hiszpańskiego i portugalskiego, a na Ukrainie niezagrożony trwał skorumpowany rząd Janukowycza. Od ataku terrorystów w londyńskim metrze sześć lat wcześniej Europa nie doświadczyła wielkiego zamachu terrorystycznego. W Tunezji, Egipcie i Libii niemal bezkrwawo właśnie obalono lokalnych satrapów i organizowano wolne wybory, a szybkie obalenie następnego satrapy w Syrii, gdzie zaczęły się demonstracje i walki, wydawało się kwestią tygodni.

Dzisiaj mamy w Polsce konflikt nie o wrak samolotu, ale o Trybunał Konstytucyjny. Konflikt, który wygląda jak początek procesu ograniczania instytucji demokratycznych w kraju. W świecie mamy od roku Chiny, które tworząc sztuczne wyspy, próbują pokazać Azji, że należy się z nimi liczyć jako potęgą militarną, nie tylko gospodarczą. Mamy Rosję, która zajęła kawałek Ukrainy i Ukrainę, której znaczna część terytorium została opanowana przez prorosyjskie oddziały separatystów. W dwóch krajach arabskich, Libii i Jemenie, rozpoczęły się wojny domowe. W Europie, w jednym mieście, doszło w ciągu roku do dwóch wielkich zamachów terrorystycznych. W Syrii, pomimo ponad ćwierci miliona zabitych, rozwiązania konfliktu nie widać. Widać za to umacniające się Państwo Islamskie, które łączy ambitne cele panowania nad światem z brutalnością i wprowadzeniem totalitarnych rządów na opanowanych terenach. Widać też rosyjską interwencję wojskową, która podtrzymuje reżim Assada. Widać tysiące młodych muzułmanów z Europy, którzy ochoczo wstępują do Państwa Islamskiego. Do tego przybywają do Europy setki tysięcy imigrantów i uchodźców z krajów głównie islamskich, a planu ograniczenia tego napływu nie ma. Co najgroźniejsze, Unia Europejska nie radząc sobie z tymi imigrantami, wydaje się zmierzać do rozpadu. Po kompromitacji Merkel nie widać ani nowego przywódcy ani powstania sprawnego mechanizmu podejmowania trudnych unijnych decyzji.

Jeśli zastanowimy się nad następnymi czterem latami, to wprawdzie można wyobrazić sobie scenariusz optymistyczny, ale patrząc na trendy — scenariusz optymistyczny raczej wygląda na nierealny. Nie widać pomysłów na skuteczne zlikwidowanie Państwa Islamskiego (same naloty tego nie zrobią, a wojsk lądowych nikt nie chce wysyłać). Na zakończenie konfliktu w Syrii też nie widać pomysłów. Za to kolejne setki tysięcy i miliony imigrantów czekają na lepszą wiosenną pogodę, żeby przenieść się do Europy, dopóki nie jest za późno. Planu powstrzymania ich ani na przyszły rok, ani na lata następne Europa nie ma. Nawet, mało prawdopodobne, zakończenie konfliktu w Syrii problemu nie rozwiąże, ponieważ dla milionów biedniejszy ludzi na świecie Europa stała się celem osiągalnym — wiadomo, jak się tam dostać i wiadomo, że po dostaniu się, uda się zostać. Aparat bezpieczeństwa, który nie będzie w stanie poradzić sobie z pilnowaniem setek i tysięcy wracających z walk w Syrii terrorystów, którzy będą starali się pokazać Europie, że islam jest religią pokoju, wysadzając się i niewinnych ludzi w powietrze. Wielka Brytania jest pierwsza w kolejce do opuszczenia Unii, ale zaraz za nią może być Francja, jeśli zwycięży Front Narodowy, który ma takie pomysły. Kłótnie o dzielenie się milionami imigrantów rozsadzą Unię nawet bez zwycięstwa Frontu Narodowego. Frontu Narodowego, który chce przyjaźni z Rosją…

Jeśli to będzie narastać, jeśli rzeczywiście Unia się w ciągu kolejnych czterech lat rozpadnie, a terroryści nasilą ataki w Europie, to kto wygra kolejne wybory? Raczej stawiałbym na to, że zamiast kolejnych wyborów będziemy mieć stan wyjątkowy, żeby ratować zagrożone, naprawdę albo pozornie, bezpieczeństwo kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *